Gdy Jaś
i Małgosia spotkali na swojej drodze Babę Jagę, zamieszkiwała ona akurat domek
wykonany z piernika. Zazwyczaj spotkana w głębi lasu w swojej chatce na kurzej
stopie, wyobrażana jest najczęściej jako korpulentna zgarbiona starszą panią z zakrzywionym
nosem, w towarzystwie kruka, kota lub sowy, ważąca w swoim dymiącym garze insze
wywary i zaklęcia lub gotująca w piecu potrawy z małych dzieci, która za
ulubiony środek transportu ma miotłę. Jest również jedną z nielicznych
pozostałości po naszej rodzimej słowiańskiej mitologii. Jeżeli jednak chcecie
obejrzeć "Babę Jagę" w brytyjskiej wersji, to musicie zapomnieć o
garbie, kurzajkach na nosie i Nimbusie z czasów NRD. Jeżeli spodziewaliście się
mrocznej wersji baśni braci Grimm, to nie macie na co liczyć, bo postać z
"Don't Knock Twice" wychudzona z ciemnymi włosami zakrywającymi twarz
przypomina raczej Samarę z "The Ring" niż jakąkolwiek złą wiedźmę z
bajek Disneya. Walijczyk Caradog W. James tym samym wyprowadził mnie z błędnego
myślenia, że to tylko za oceanem nie mają pojęcia, jak wygląda świat na wschód
od nich. Dzwoniło mu jednak w jakimś kościele i postać słowiańskiej wiedźmy
połączył z Polską.
Strasznie
zinterpretowana postać baby jagi nie jest jednak głównym powodem, którym film
do siebie zniechęcę już od samego początku. O ile tajemniczy demon-czarownica
mieszkający w ruderze, gdzieś w Cardiff i lubiący przekąsić od czasu do czasu jakieś
małe dziecko mógł być dość przerażający. To naprawdę straszniejsza była dopiero sama gra aktorska. Już w jednej z pierwszych scen jesteśmy świadkami bez przekonania opowiedzianej strasznej historii, pozbawionej wyrazu i napięcia. Zupełnie jakby to opowiadający ją Danny zasiadał na fotelu
reżysera lub był to zabawny zabieg, w którym wypowiedziane na początku zdanie
odzwierciedla całą produkcję. Tak czy inaczej, film jako horror właśnie taki
jest: bez wyrazu, bez napięcia i opowiedziany bez przekonania. Zupełnie jakby ktoś chciał
straszyć, ale nie miał pojęcia jak to zrobić, więc podpatrzył losowe sceny z
losowych filmów. Mamy straszaki w postaci zęba w zupę albo krwi lejącej się z
kranu, jednak bez współpracy samych postaci są to jedynie puste sceny.
Nieco
lepiej wypada próba naprawienia stosunków między głównymi postaciami. Ze
względu na to, że Jess w młodości prowadziła bujne życie towarzyskie wypełnione
alkoholem i narkotykami, Chloe jest zmuszona spędzić część swojego dzieciństwa
w sierocińcu. Gdy eksperymenty ze wszelakimi używkami idą w odstawkę, wyrodna
matka postanawia zawalczyć o swoje dziecko i chociaż to jest już niemal
dorosłe, odbudować rodzinne relacje między nimi. Jak to bywa w takich
delikatnych i skomplikowanych sytuacjach bohaterki raz się do siebie zbliżają,
raz oddalają, a w czasie tego emocjonalnego huśtania, raz jest całkiem
normalnie, a raz Chloe znów ma okazje bez sensu wypowiedzieć kilka niemiłych
słów w kierunku matki. Do tego pojawiają się koszmary z udziałem starszej pani i
fanatyczne wypowiedzi sąsiadki, które mają nam przypomnieć, że cały czas mamy
do czynienia z horrorem. I to jedyny sposób, w którym film próbuję nas
przekonać.
Na plus
filmu przemawia za to kolorystyka i klimat. Wszystko utrzymane jest w
nieprzyjemnych szarych i błękitnych zimnych barwach. Ogromny dom, w którym
dzieje się akcja wydaje się ciągle pusty i chłodny. Wszystko to jednak mimo
wszystko bardziej pasuje do dramatycznej narracji, niż do mocno umownego,
strasznego oblicza filmu. Potem do całości dorzucony zostaje wątek kryminalny,
niemal równocześnie z próbą zahaczenie o okultyzm i mitologiczne wierzenie.
Wszystko jednak bardziej przechyla się w stronę detektywa oraz nierozwiązanej
sprawy sprzed lat i w tym momencie wszelkie nadzieje muszą legnąć w gruzach, bo
o ile spodziewaliśmy się horroru otrzymaliśmy ciągnący się i pozbawiony chęci
do życia dramat z domieszką kryminału.
"Don't
Knock Twice" horrorem jest tylko umownie. James próbuję urozmaicić dramat
rodzinny kilkoma (powiedzmy) strasznymi scenami i po pewnym czasie dorzucić do
tego zupełnie okazjonalnie samą babę jagę. Z drugiej strony burzliwe relacje
między bohaterkami miały być chyba jedynie tłem dla napisanej na nowe
współczesnej wersji strasznej babci, której bały się całe pokolenia dzieci, a
którą pokonało odważne gimmowskie rodzeństwo. Oba te elementy były więc jedynie
dodatkami, co sprawiło, że nie dostaliśmy niczego wartościowego, wyrazistego i
sensownego, czego moglibyśmy się trzymać przez cały film.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz