niedziela, 5 listopada 2017

Gabinet Strachu #7 - Zagłodzona Baba Jaga


Gdy Jaś i Małgosia spotkali na swojej drodze Babę Jagę, zamieszkiwała ona akurat domek wykonany z piernika. Zazwyczaj spotkana w głębi lasu w swojej chatce na kurzej stopie, wyobrażana jest najczęściej jako korpulentna zgarbiona starszą panią z zakrzywionym nosem, w towarzystwie kruka, kota lub sowy, ważąca w swoim dymiącym garze insze wywary i zaklęcia lub gotująca w piecu potrawy z małych dzieci, która za ulubiony środek transportu ma miotłę. Jest również jedną z nielicznych pozostałości po naszej rodzimej słowiańskiej mitologii. Jeżeli jednak chcecie obejrzeć "Babę Jagę" w brytyjskiej wersji, to musicie zapomnieć o garbie, kurzajkach na nosie i Nimbusie z czasów NRD. Jeżeli spodziewaliście się mrocznej wersji baśni braci Grimm, to nie macie na co liczyć, bo postać z "Don't Knock Twice" wychudzona z ciemnymi włosami zakrywającymi twarz przypomina raczej Samarę z "The Ring" niż jakąkolwiek złą wiedźmę z bajek Disneya. Walijczyk Caradog W. James tym samym wyprowadził mnie z błędnego myślenia, że to tylko za oceanem nie mają pojęcia, jak wygląda świat na wschód od nich. Dzwoniło mu jednak w jakimś kościele i postać słowiańskiej wiedźmy połączył z Polską.

Strasznie zinterpretowana postać baby jagi nie jest jednak głównym powodem, którym film do siebie zniechęcę już od samego początku. O ile tajemniczy demon-czarownica mieszkający w ruderze, gdzieś w Cardiff i lubiący przekąsić od czasu do czasu jakieś małe dziecko mógł być dość przerażający. To naprawdę straszniejsza była dopiero sama gra aktorska. Już w jednej z pierwszych scen jesteśmy świadkami bez przekonania opowiedzianej strasznej historii, pozbawionej wyrazu i napięcia. Zupełnie jakby to opowiadający ją Danny zasiadał na fotelu reżysera lub był to zabawny zabieg, w którym wypowiedziane na początku zdanie odzwierciedla całą produkcję. Tak czy inaczej, film jako horror właśnie taki jest: bez wyrazu, bez napięcia i opowiedziany bez przekonania. Zupełnie jakby ktoś chciał straszyć, ale nie miał pojęcia jak to zrobić, więc podpatrzył losowe sceny z losowych filmów. Mamy straszaki w postaci zęba w zupę albo krwi lejącej się z kranu, jednak bez współpracy samych postaci są to jedynie puste sceny.



Nieco lepiej wypada próba naprawienia stosunków między głównymi postaciami. Ze względu na to, że Jess w młodości prowadziła bujne życie towarzyskie wypełnione alkoholem i narkotykami, Chloe jest zmuszona spędzić część swojego dzieciństwa w sierocińcu. Gdy eksperymenty ze wszelakimi używkami idą w odstawkę, wyrodna matka postanawia zawalczyć o swoje dziecko i chociaż to jest już niemal dorosłe, odbudować rodzinne relacje między nimi. Jak to bywa w takich delikatnych i skomplikowanych sytuacjach bohaterki raz się do siebie zbliżają, raz oddalają, a w czasie tego emocjonalnego huśtania, raz jest całkiem normalnie, a raz Chloe znów ma okazje bez sensu wypowiedzieć kilka niemiłych słów w kierunku matki. Do tego pojawiają się koszmary z udziałem starszej pani i fanatyczne wypowiedzi sąsiadki, które mają nam przypomnieć, że cały czas mamy do czynienia z horrorem. I to jedyny sposób, w którym film próbuję nas przekonać.
Na plus filmu przemawia za to kolorystyka i klimat. Wszystko utrzymane jest w nieprzyjemnych szarych i błękitnych zimnych barwach. Ogromny dom, w którym dzieje się akcja wydaje się ciągle pusty i chłodny. Wszystko to jednak mimo wszystko bardziej pasuje do dramatycznej narracji, niż do mocno umownego, strasznego oblicza filmu. Potem do całości dorzucony zostaje wątek kryminalny, niemal równocześnie z próbą zahaczenie o okultyzm i mitologiczne wierzenie. Wszystko jednak bardziej przechyla się w stronę detektywa oraz nierozwiązanej sprawy sprzed lat i w tym momencie wszelkie nadzieje muszą legnąć w gruzach, bo o ile spodziewaliśmy się horroru otrzymaliśmy ciągnący się i pozbawiony chęci do życia dramat z domieszką kryminału.


"Don't Knock Twice" horrorem jest tylko umownie. James próbuję urozmaicić dramat rodzinny kilkoma (powiedzmy) strasznymi scenami i po pewnym czasie dorzucić do tego zupełnie okazjonalnie samą babę jagę. Z drugiej strony burzliwe relacje między bohaterkami miały być chyba jedynie tłem dla napisanej na nowe współczesnej wersji strasznej babci, której bały się całe pokolenia dzieci, a którą pokonało odważne gimmowskie rodzeństwo. Oba te elementy były więc jedynie dodatkami, co sprawiło, że nie dostaliśmy niczego wartościowego, wyrazistego i sensownego, czego moglibyśmy się trzymać przez cały film.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Redaktor Ego , Blogger